Nowe wiersze pojawiają się jako wpisy w blogu pod adresem: portfolio.malach.pl/kategoria/blog/ poniżej zestaw starszych wierszy.
1. ———–
Chcę tańczyć niezdarnie wśród lilii,
i napawać się ich słodkim wyglądem,
wdychać zapach odurzenia.
Niech przylgną do mnie,
niech pieszczą dotykiem zmęczoną duszę.
Abym zapomniał jak mam na imię,
to że jestem człowiekiem,
chcę trwać wśród nich,
myśląc że jestem lilią…
2. ———–
To śmieszne ale czasem
liczby nie pozwalają kochać,
To absurdalne ale praca
decyduje o przyzwoleniu na miłość,
To idiotyczne ale ocena po pozorach
zabija cudowne związki,
To tragiczne ale człowiek
nie może już tak po prostu
kochać….
3. ———–
Zatrzymaj się w geście zachwytu,
tak na chwilkę,
nad cudem życia.
Zapomnij, choć przez chwilę chwili,
tak w ciszy, wszytko,
by nie zwariować.
Odnajdź krople nadziei na dnie studni,
tak delikatnie pragnąc,
by móc kochać….
4. ———–
Być może siedzisz sobie na wielkim tronie,
takim złotym jak w bajkach.
Może trzymasz przed sobą księgę przeznaczenia,
i wielkim złotym piórem tworzysz historię -
własną wizję moich uczuć.
I być może chcesz w swej miłości,
abym był kimś, bądź nikim,
i Ty, nie ja, decydujesz
czy marzenia się spełniają.
A co jeżeli tak nie jest?
Może Ty, to ten żebrak,
cały brudny, proszący o kawałek chleba?
I tylko czekasz aż sam zapiszę
piórem duszy własne zbawienie…
5. ———–
Przebudzenie
Gdy zmęczony Świat się już zbudzi,
ze swojego nieplanowanego snu.
Gdy odpoczynek już mu się znudzi,
powstanie… i z przejęcia zabraknie mu tchu.
Zobaczy ruiny swego dawnego oblicza,
swoich lat młodości i świetności.
Zobaczy panujące wszędzie zgliszcza,
które kiedyś pełne były jego gości.
Zasmuci się Świat, że do tego doszło,
opadną mu ramiona w geście rozpaczy.
Zasmuci się, gdy zrozumie, o co poszło,
zrozumie, że rozum zniszczenie znaczy.
W końcu ogarnie Świat nieopisany gniew,
w furii będzie bił pięściami ognia w ziemię.
W końcu zapragnie zemsty niebieska krew,
nad czerwoną krwią, która utraciła imię.
Będzie szukać choćby jednego winowajcy,
aby go ukarać za swoją pychę i brak pokory.
Będzie szukać póki nie znajdzie zdrajcy,
który pozwolił mu zasnąć i spać do tej pory.
Znajdzie go, ostatniego pośród swych ruin,
będzie stał patrząc nieobecnym wzrokiem.
Znajdzie go, w ręce będzie miał czerwony rubin,
nad przepaść będzie szedł równym krokiem…
6. ———–
Coś wgryza się w moje serce
głębiej
coraz głębiej
aż do samych wnętrzności uczuć
i potem pożera po kolei
i z pełni nieopisanej
tworzy pustkę przeznaczenia
Nie!
Nie dam się – spieprzaj duchu
nieczysty
Wygram z dotykiem bezsensu
poniosę wielkie straty
tak wiem przesiąknę potem
ale w końcu coś osiągnę
coś…
cokolwiek
7. ———–
Widziałem zachodzące słońce
było tam na zachodzie
wolno chowało się za horyzontem
niczym statek odpływający w dal
nikło
piękne niedostępne oblicze
niepojętego
bawię się nim
palcami delikatnie dotykam
niby ognia
bawię się jego czerwienią
obracam ją w palcach
serce ogrania resztka ciepła
ten ostatni moment światła
a potem powoli jeden po drugim
nikną w czerni ludzkie bloki
statyczne
powolne
niewzruszone
wpatrują się w zachodzącego olbrzyma
pustką
czy to już koniec świata?
może
czy już zawsze będzie ciemno?
kiedyś musi
a może oni już dawno żyją po ciemku?
zaćmieni przez własny ból i lęk
czy więc staję się tacy jak oni?
czy to mój ostatni zachód?
może
nie chcę czekać na ciemność bólu
nie chcę stać się pusty
nie
lecz nagle spostrzegłem człowieka
biegał i krzyczał jak oszalały
jak oszalały z radości
tak z radości
krzyczał wbrew wszystkiemu
- już niedługo! – drżał głos
- już niedługo wzejdzie księżyc!
zrobiło mi się go żal
w serce zastukał rozum
i pustka
wzrok objął świat
statyczne bloki ludzkości
i księżycowego szaleńca
wybrałem
bo słońce i tak opadnie
8. ———–
Przyjdź do mego serca,
i naucz je śpiewać chwałę,
niech uwolni ciepło pragnień,
wydając dźwięk ku pokrzepieniu.
Przyjdź i utwórz dziś ze mnie,
czysty dźwięk uwielbienia,
niech fałsze świata i bólu odejdą,
zagłuszone słodkim rytmem miłości.
Przyjdź do mego serca,
i zagraj dziś razem ze mną,
zaśpiewaj swym miłosierdziem na głosy,
radosną pieśń wieczności.
Przyjdź do mego serca,
i po prostu bądź dźwiękiem,
bądź dźwiękiem.
Amen.
9. ———–
Mój Bóg jest dźwiękiem
Mój Bóg jest ciszą
Mój Bóg jest dźwiękiem ciszy
W tym dźwięku moje imię
zapisane nutami miłości
10. ———–
Wojna uczuć
I stałem tak samotny mściciel
w ręku zimna stal namiętności
w górze początek światła
wyłaniają się
powoli
jeden po drugim
mgliste
strzeliste bloki istnienia
część z nich powalona
toporem znanych barbarzyńców
Kto chce żyć wiecznie?
uwięziony
w ciele
szykuje się
do ostatniej walki
oto wschodzi
bladoszary świt smutku…
11. ———–
A może?
A może dziś tak dla odmiany
nie będę udawał szczęścia
i nie będę też smutny?
po prostu będę
A może dziś tak dla odmiany
wymienię twarz na nową
pełną spokoju i powagi?
i odpocznę
A może dziś tak dla odmiany
wyznam milcząco wiarę
i podziękuję za łaskę?
bo zapominam o tym
A może dziś tak dla odmiany
zapomnę co to ból i lęk
i przypomnę sobie słowo miłość?
patrząc w cudze oczy
A może dziś tak dla odmiany
napisze wiersz pełen nadziei
właśnie ten wiersz?
i będę czekał
A może dziś tak dla odmiany
…
może nie tylko dziś
może tak już zostanie?
maj 2005
12. ———–
Siedziała na przystanku
sama z głową lekko opuszczoną
miała mokre włosy
i pusty wzrok pełen smutku
wpatrzona przed siebie
widziała autobusy
ludzkich spraw
szybkie
brudne
zatłoczone
co raz powoli
wyciągała rekę przed siebie
jakby chcąc uchwycić
moment
albo jakby prosząc
o gest przejęcia
znaczenia
zauważenia
bytu
Na przystanku siedziała
sama z rozbitą głową
ludzka postać rzeczy
13. ———–
kiedyś musiał być potężny
jeszcze wtedy gdy go widziałem
był wyższy od wszystkich
choć twarz starcza
koszula opięta na starym
a jednak umięśnionym ciele
kulał jakby po wojnach
po potyczkach rycerskich
gdy go widziałem
wszytko wokół wydawało
się słabe i błahe
miał coś niezwykłego
coś co sprawiało podziw
w umyśle rodziły się wizje
nieosiągalnych przygód
mógł być przywódcą
smagłym w sztuce wojownikiem
królem o silnej ręce
co wygina bez trudu podkowy
potężniejszym od Goliata
Dawidem przypadkiem wyręczony
Samsonem łamiącym filary
niczym zapałki istnienia
gladiatorem z antycznej Grecji
barbarzyńcą opiewanym w książkach
tak właśnie tak wygląda
stary niepokonany barbarzyńca
widziałem jak w szepcie i ciszy
wymieniał wkłady w automacie
do kawy…
14. ———–
Chwilę milczenia podaruj mi
gdy zbyt dużo słów gorzkich
z twych ust spływa obojętnością
tą chwilę spokoju
gdy serce rozchwiane
Ciszy brak więc nie ma nas
już tylko plecy między nami
jak mury niezdobytych zamków
Sam już nie wiesz co znaczy
ta łza która spływa ci z oka
czy to strach czy może żal
za swoje puste
słowa marnych pragnień
Nic już nie złamie tej chwili
gdy niepewnością zerkasz
i nie wiedząc gdzie pójść
stoisz ospale
niezrozumiale daleko
A wiem wystarczyłby wtedy gest
by wybaczyć te złe dźwięki
bylibyśmy znów naprzeciw
łapiąc powietrze
możliwych pragnień
Ciszy brak więc nie ma nas
już tylko plecy między nami
jak mury niezdobytych zamków
A wiem wystarczyłaby cisza
by wpatrując się w twą łzę
zobaczyć prośbę przebaczenia
ale ciszy brak
więc nie ma nas
Ciszy brak więc nie ma nas
już tylko plecy między nami
jak mury niezdobytych zamków
i tylko świat przede mną
i tylko świat przed tobą
a za nami kolejna pustka
Ciszy brak więc nie ma nas
nie ma już nas
15. ———–
Aniołowie prości w koncie stali
dłubiąc w nosie coś szemrali
coś ukradkiem
coś za wozem – tym na niebie
Aniołowie prości w Bożym Planie
zazdrością patrzą w takim stanie
na Archaniołów Cherubinów
Moce i Panowania
Aniołowie ze słabymi skrzydłami
co wzlecieć się boją myślami
bądź w świat paść znamiennie
więc stoją trzymając się kurczowo
tej gwiazdy zbyt jasnej
Więc Aniołowie nie widzą
że czas dorosnąć
i skrzydła zmusić do latania
Potrzeba człowieka
co modlitwą Anioły zaprasza
16. ———–
Nikt tak pięknie nie dotykał
tej rzeźby w kaplicy
jak Niewidoma dziewczynka
co swym sercem odkrywała
znaczenia świętych
Nikt tak w skupieniu nie słuchał
adoracji w świetlistej świątyni
jak ten Głuchy
co sercem wsłuchiwał się
w dotyk Boga
Nikt tak nie śpiewał psalmów
wychwalając słowa jedynej Prawdy
jak ten Niemy
co sercem krzyczał cudowne
dźwięki doświadczenia wiary
A ja znów ten sam
chce widzieć słyszeć mówić
lecz nie sercem
lecz nie to co trzeba
17. ———–
Październikowe motyle tańczą na wietrze
w czas podróży towarzyszą sercu
i uczuciom co rodzą się z marzeń
tak cicho i spokojnie mrugają
skąpane w promieniach
obok w pociągu ludzie zaspani
znów kłócą się o tak straszny banał
zadufani w sobie nieświadomi
uciekają od szczęścia i znaczeń
gdy już wyszli
nie dostrzegli przemiany
wietrznych październikowych motyli
17. ———–
Światło już przebyło
drogę między nami
zanim dotrę
wiele się może zdarzyć
Wiatr już przyniósł Twój zapach
wplątał go w moje serce
jednak dotyk
zbyt silny bym mógł iść
Tyle świata między nami
tyle dźwięków co zagłuszają
rytm bicia dzwonów
Ja tu – Ty tam
tęsknota
18. ———–
Wieże w kilka chwil
w kilka dotyków co były
i jestem przekonany o bieli
twojej koszuli nocnej
a wzrok co błądzi
wobec tłumu na pkp
narkotyczny
szukaniem zajęty
z bielą w pamięci
19. ———–
Borys miał kilka typowo męskich pragnień
w swoim dziwnym życiu
I tak pragnął spłodzić potomka
najlepiej kobietę
bo był przekonany że
będzie mniej kłopotów
Pragnął zasadzić drzewo
chciał zasadzić czereśnię
z planem aby w przyszłości
mógł się najeść
Oczywiście pragnął wybudować dom
bądź też kupić by było
wygodniej – bez zbędnego wysiłku
Borys miał kilka męskich pragnień
Borys – bezdomny pijaczyna na dworcu PKP
W sumie udało mu się zasadzić drzewo
potem uschło
ktoś je wyciął
20. ———–
Mam kilka szaroburych myśli
których nie powinno być
albo powinny ale w innych warunkach
metafizycznych
a już na pewno w innej strefie
klimatycznej uczuć
te myśli przypominają mi
o moim człowieczeństwie
ale w tym negatywnym sensie
w bezsensie
człowiek jako istota słaba
i pełna różnych błędów
także tych ortograficznych
i ortofizycznych
czasem też jak najbardziej
metafizycznych
te szarobure myśli
przychodzą gdy oglądam cudze zdjęcia
lub gdy słucham niewymownej muzyki
wtedy coś jakby wgryzało się
w te ciemne miejsca
między moim cieniem a cieniem
cudzych cichych kroków istnienia
czasem zatapiam się w ich brzmieniu
i doświadczam ich
zbyt uczuciowo
21. ———–
Moje wykonywanie codzienności
blokuje nieumiejętność nazywania myśli
które czasem dają znać o sobie
w chwilach kiedy zaczynam pytać
o sens spotkania dwóch uczuć
i ich relacje
o doświadczenie styku
który powoduje dreszcze
o nadzieję ślepo wpatrzoną
w obraz uwielbienia
o tych młodych zakochanych
i ich zielone oczy
o dźwięki tańczące w świątyni
co ujścia szukają
o te światło w wiosenny poranek
te pierwsze po zimie
o zdjęcie odnalezione przypadkiem
przypominające niewinność
o uczucie fascynacji drugim człowiekiem
co w ciszy szuka szczęścia
o tych co w świat wpatrują się inaczej
cicho – ciemni
o tych ludzi dobrze znanych
i ich ciepłe glosy
w chwilach kiedy ludzie wprawiają
mnie w odpowiedni nastrój
budząc w zaskoczeniu porywczy pęd
do samouzewnętrznienia
skrycie pilnowanych dialogów
więc rozmawiam pisząc
o nienazwanych uczuciach
i choć nie wiem jak wyrazić siebie
muszę wyrażać własną nieumiejętność
22. ———–
Czas zatrzymany
w czarno białym westchnieniu
w chwili tak ulotnej
i niewyobrażalnie nierealnej
w czas znaczenia
zrozumienia w te prawdy
że życie musi coś znaczyć
że słońce świecić nie zapomni
że sny przynoszą ukojenie
w te czarno białe spojrzenie
w geście rozpaczy
odejść muszą moje palce
co tworząc bezwstydnie
zmuszają się do czucia
w czas zatracenia
i upojenia samotnością
z wezbranym potokiem nibysłów
beznamiętnie powtarzanych modlitw
ku szarości niezdobytych
wędruję zakamarkami
dostrzegając swą słabą postać
skrytą za filarem natchnienia
23. ———–
W okruchach nic nieznaczących myśli
pogrzebanych pod dywanem codzienności
…”tęskno mi Panie”
Za łzą wypełnioną do granic możliwości
najprostszym sensem jej istnienia
…”tęskno mi Panie”
Za dotykiem cudzego tak miłego ciepła
co skostniałe serce znów wzbudzi
…”tęskno mi Panie”
I w tych ciemnych uliczkach mojego miasta
mijany bezwiednie przez przyjaciół
…”tęskno mi Panie”
A nietoperze nade mną z zachwytu piszczą
nad myślami co proszą o istnienie
…”tęskno mi Panie”
Stojąc samotnie na drewnianym mostku
wtulony w siebie
pogrążony w odmętach
po prostu „tęskno mi Panie”
24. ———–
Siedzę w samotności
przy grzejniku wzbudzam dreszcze
otoczony książkami rozmyślam
czy zauważony się stanę?
czy kiedyś ktoś wspomni
o nieznajomym w tym miejscu?
czy miejsce to
moim się stanie po wsze czasy?
czy ludzie siedząc w tym krześle
westchną czując moją obecność?
a może któraś z tych ksiąg
będzie o mnie – nigdy nie czytana…
25. ———–
zaprzepaszczam swoje możliwe doświadczenia
odchodzą w zapomnienie
młodzieńcze pragnienia i marzenia
zdobyczy świata
podboju serc
nim zapomnę o oddechu
o sile w palcach
i serce zabije niespokojnie
nim świat wypomni nieudolność
a uszy usłyszą każde słowo
zapomnienie – wypowiedziane nie w czas
nim miłość straci smak
nim człowiek stanie się tak wrogi
że samotność stanie się ratunkiem
nim oczy ostatni raz spojrzą
na Twoją twarz i uśmiech
na barwy świata wokół ciebie
na wiatr co istnienie swoje znaczy
we włosach
na oblicza osób znanych
ich piękno
nim odejdą moje sny
nim odejdą wszystkie moje sny
moje sny nim odejdą
odchodzą moje sny
nim odejdą
26. ———–
Wiec ja czekam, ja czekam i niecierpliwie szukam
twojej ręki skierowanej w stronę mojej głowy
twojej dłoni skrywającej skarbnicę marzeń
nowych zachwytów na makowej łące
więc spokojnie oddycham – wdycham sny
zbudzone do życia i powstałe z myślą o nas
zachwycam się swoją możliwością – tym cudem oddychania
wraz z powietrzem nabieram barw nieopisanych
nie znam się na kolorach
ale wiem że nasze są niezwykłe
wokół wszystko budzi się z długiego snu
by wydać na świat owoc skrycie chowanych marzeń
by zachwycić nas zielenią – ten kolor znam
by wyciągnąć nas z blokowisk codziennych brudów
by udowodnić że jest szansa na odnalezienie siebie samych
w niemym zachwycie – by nie psuć
by nie zatracić tej chwili
czas narodzin powinien być celebrowany
marzec 2009
27. ———–
W góry poszedłeś sobie
w góry
I spoglądając w dół
spostrzegłeś nas zatroskanych
zabieganych pośród tłumów
W górach już zostaniesz
pośród drzew i hal
w dźwiękach wiecznie czystej wody
Z dala od problemów
i naszych narzekań
Wspomnij czasem na nas
z gór
przechadzając się
po łąkach z Bogiem
pełni radości powspominajcie
życie i naszą obecność
Poszedłeś sobie w góry
w góry i tam już zostaniesz
poczekasz
9 grudnia 2009


